Maria

W lutym 2015 roku stwierdzono u mnie nowotwór tarczycy. Pierwsze pytanie jakie mi się nasunęło to „Boże dlaczego mnie to dopadło?, nowotwór w tak młodym wieku??”. To była dla mnie szokująca wiadomość. Po tej diagnozie zawalił mi się świat. W głowie miałam tylko myśli: operacja, chemia, badania… Na niczym nie mogłam się skoncentrować. Długo nie mogłam się otrząsnąć. Pamiętam – to była niedziela. Poczułam w sercu i w głowie wewnętrzny spokój i wtedy zaufałam Panu Bogu w 100 %. Operacja przebiegła pomyślnie. Kiedy odebrałam negatywny 😉 wynik histopatologiczny (świadczący o tym, że nie jest to zmiana złośliwa) moje życie zmieniło się: cieszę się każdym darowanym dniem od Boga. Ta choroba przemieniła moje myślenie. W tym czasie przeszłam lekcje pokory, cierpliwości oraz zaufania Panu Bogu, które dodają mi odwagi i siły do radzenia sobie w codziennych stresujących sytuacjach.

W czasie od diagnozy do operacji miałam ogromne wsparcie u Rodziców i przyjaciół. W tym samym roku stwierdzono nowotwór u mojego Taty. Diagnoza: złośliwy nowotwór jelita grubego. To był dla mnie dodatkowy cios. Po dwóch miesiącach od diagnozy miał 12 chemii. Po roku konieczna była radioterapia z powodu nacieków na kości krzyżowej. Obecnie jest znowu w czasie kolejnej chemioterapii. Bardo przeżywam ten stan. Widzę, że jest słaby fizycznie ale silny psychicznie dzięki wierze w Boga.